|
Od zawsze zachwycam się gobelinami. Oglądając je,
myślę, że ich twórca musiał być jednocześnie rzemieślnikiem, który
spędził wiele czasu nad realizacją swego projektu. Ileż w tych
wełnianych dziełach pasji, precyzji ile cierpliwości wymagało stworzenie
tej mozaiki z nitek i splotów.
Pewnego razu, podczas Targów Paryskich spotkałam nieco
zagubionego Polaka, artystę Józefa Jakubczyka. Niebieskie spojrzenie,
łagodny uśmiech, jasne włosy zupełnie jak u dziecka, lecz postawa i
dłonie mężczyzny; właśnie demonstrował jak powstaje gobelin, tkał płatki
kwiatów, bawiąc się kolorami. W zachwycie obserwowałam jak na moich
oczach rodzi się dzieło sztuki. Zapragnęłam wybrać coś dla siebie z
kolekcji tego artysty. Lecz jakże się zdecydować? Pośród wystawionych
gobelinów, jedne piękniejsze od innych. Odeszłam..., by powrócić
nazajutrz z obrazem Moneta w formie karty pocztowej. Zapytałam: czy może
pan to dla mnie zrobić?
Józef może stworzyć każde dzieło; wystarczy, by temat
go zainteresował i poruszył; ponadto lubi wyzwania. Na moje szczęście,
ów mało znany obraz Moneta zainspirował go. W swojej skromności artysta
obawiał się, że trudno będzie mu oddać charakter tego
impresjonistycznego pejzażu, który stworzą sploty wyobrażające morze i
drzewa, niebieskie i zielone przestrzenie. Lecz podjęliśmy to ryzyko
wspólnie; choć ja ani przez chwilę nie wątpiłam w sukces
przedsięwzięcia. To co stworzył przerosło moje oczekiwania. Spójrzcie na
Bordigheras...
Następnie poprosiłam go jeszcze o gobelinową
interpretację innego impresjonistycznego dzieła pewnego mało znanego
Austriaka Kobieta na promenadzie, a później słynnego obrazu, z którego
nasza Comedie Francaise jest bardzo dumna.
Za każdym razem artysta oceniał zadanie jako trudne. A
po kilku miesiącach oczekiwania moje życzenie było spełnione. J.J.
potrafi wytwarzać cuda: ucieleśnia marzenia, tchnie weń życie. Nie ma
wątpliwości! To prawdziwy artysta.
Mam więc w swej kolekcji trzy gobeliny autorstwa J.J.
Jakże mam wyrazić radość i satysfakcję, jakich mi dostarczają każdego
dnia. Proszę sobie wyobrazić pokój, a na jego ścianach gobeliny
rozświetlone promieniami słońca, ubarwione kolorowymi refleksami,
prezentowane z dumą znajomym, kontemplowane z miłością. Patrząc na
pejzaż z Lazurowym Wybrzeżem, marzę o wypoczynku; innym razem konwersuję
z tajemniczą niewiastą lub uśmiecham się do trupy Moliera. Niekiedy
wyobrażam sobie, że jestem częścią tych dzieł lub przynajmniej ożywiam
je w mojej wyobraźni. Czasami dotykam ich, czując pod palcami misterne
wypukłości i zachwycam się delikatnością splotu. Ile zmysłowości w tych
gobelinowych dziełach !
Czasami marzy mi się duży dom, by móc kolekcjonować
prace Józefa. Jednak na razie jestem tą, która podziwia. Mam nadzieję,
że wszyscy, którzy zetkną się z twórczością tego artysty, czy to
oglądając ten album, czy też uczestnicząc w wystawie, odnajdą to, co
zwie się sztuką, dziełem, a nadto odkryją szlachetną osobowość i ogromny
talent artysty. Wystarczy przypatrzeć się jego dziełom: plecy kobiety
Ingresa, spojrzenie psa, kaskada nazwana Bryłą Lodu, Ostatnia Wieczerza
wyobrażona przez niego, a poza tym zawsze kwiaty, motyle, pejzaże.
Poproście go o rzecz niemożliwą, a uwierzycie, że spełni wasze życzenie.
Zrobił to, bo umiłował tę sztukę - sztukę gobelinów.
Michele RESSI - pisarka
|